Koło Misyjne        powrót

Dzieci dzieciom misji

            Dzieci dzieciom misji – idea ta ma swoje początki w Misyjnym Dziele Dzieci, które istnieje ponad 160 lat. Dzieło to założył w 1843 roku francuski biskup Karol de Forbin-Janson, który tak bardzo przejął się losem umierających z głodu i         niedożywienia chińskich dzieci, że postanowił im pomóc. Wiedział jednak, że sam niewiele może zdziałać i dlatego poprosił o pomoc chrześcijańskie dzieci. I tak urzeczywistniła się jego idea, że dzieci pomagają dzieciom misji.

Powołane wtedy stowarzyszenie otrzymało nazwę Święte Dziecięctwo, a dopiero po pewnym czasie obecną nazwę. W 1922 roku stało się Papieskim Dziełem Misyjnym Dzieci (PDMD). Dziś dzieci z Europy i innych kontynentów – angażując się we współpracę misyjną – niosą solidarną pomoc swoim potrzebującym rówieśnikom.

            Od tamtej pory upłynęło wiele czasu, a mimo to wciąż są dzieci, które potrzebują natychmiastowej pomocy – dzieci, które nie znają Pana Jezusa, które cierpią niedożywienie i głód, które często umierają z powodu chorób i głodu, nie mają w co się ubrać i nie chodzą do szkoły. one czekają na wsparcie swoich rówieśników, którzy modlitwą i ofiarą – są to dwa główne cele PDMD – mogą im skutecznie pomóc.

            W Polsce Dzieło to istnieje od 1858 roku – obecnie należy do niego wiele tysięcy dzieci. Mali misjonarze za pośrednictwem Ojca świętego docierają z pomocą do każdego zakątka świata, gdzie żyją najbardziej potrzebujące dzieci.

Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci otwarte jest dla wszystkich dzieci świata, również dla dzieci polskich. W naszej szkole w ramach PDMD powstało Koło Misyjne. Jeśli razem z nami chcesz uczestniczyć w PDMD (nawet jeżeli nie chodzisz do naszej szkoły), to:

Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci czeka na Nas, a rówieśnicy z krajów misyjnych bardzo liczą na Naszą pomoc, Naszą miłość i Nasze serca otwarte na solidarną współpracę misyjną, którą będziecie mogli ogarnąć cały świat.


Witajcie Przyjaciele Misji

Wybaczcie ze przez tyle dni i tygodni nie dawałam znaku życia, jednak jak to mówi znane powiedzenie: początki są zawsze trudne. Nie będę się wiele rozpisywać bo wiem ze daružlekkiego pisania to nie mam, ale pozwólcie ze podzielę się choć trochę tym co tutaj przeżywam.

Comedor (czyli jadalnia) zaczął funkcjonować w połowie stycznia, a w lutym mieliśmy gromadkę 40 dzieci przychodzących codziennie do poniedziałku do piątku na obiady. Luty i marzec były miesiącami trudnej pracy, ponieważ większość dzieci do tej pory wychowywała i karmiła ulica. Niestety ze strony rodziców nie mogłam liczyć na wielką pomoc, aby małe pociechy zaczęły chodzić regularnie do comedoru. Tylko niektóre z dzieci mają kochającą i troskliwą mamę, tatę lub dziadków. Większość dzieci musi troszczyć się o siebie, szczególnie w czasie wakacji, kiedy rodzice pracują. Obecność jednego dnia 30 a drugiego 50 dzieci nie sprzyjała pracy kucharkom ponieważ każdy dzień był  loterią ile dzieci przyjdzie na obiad? Tego nikt nie wiedział.€Śmialiśmy się ze nawet sam Duch Św. nie ma o tym pojęcia. Ostatecznie jednak powstała stała grupa dzieci przychodząca na obiady.

Oczywiście obiad to nie wszystko, wiele z dzieci poczuły się lepiej niż w domu i już od 9 rano przychodziły żeby się wspólnie pobawić i pouczyć literek. W ten sposób już szybko się zorientowałam, że wiele starszych dzieci nie potrafi czytać ani pisać. I nie mam tutaj na myśli 5- czy 6-latków, ale 12- i 13-latków. Rozpoczynająca się w marcu szkoła szybko otworzyła mi oczy, że dzieci jak na swój wiek i klasę mają wielkie braki. Mam kilkoro 13-latków, którzy nie znają alfabetu i poszli w tym roku do 2 klasy podstawówki. Na ile im starczy sił żeby dokończyć szkole, jeśli w Peru 5-latek idzie do 1 klasy podstawówki, a 16-latek kończy liceum??? Z tym problemem zwróciłam się do biskupa, aby pozwolił otworzyć przy comedorze świetlicę dla dzieci. Pozostaje tylko jeden problem: ja jestem jedna a dzieci 50, więc nastąpiła naturalna selekcja. W pierwszej kolejności dzieci pozostające bez jakiejkolwiek pomocy w domu i te które są najstarsze, a nie potrafią napisać nawet swojego imienia. I tak zaczęło się douczanie od 9 rano do 15 dla tych którzy tej pomocy najbardziej potrzebują.

Tak więc obecnie mam pod opieką jadłodajnię i pracuje w świetlicy.

/wszystkie zdjęcia zobaczysz klikając na ten obraz powyżej/

Serdecznie dziękuje Wam przede wszystkim za wsparcie modlitewne, a także finansowe. My codziennie modlimy się za naszych dobroczyńców.

Serdecznie pozdrawiam wszystkie dzieci, Waszych rodziców i nauczycieli oraz wszystkich, którzy wspierają nasza misję.

Gabriela Filonowicz


Witam bardzo serdecznie

    Dużo czasu upłynęło od mojego ostatniego emaila, ale to tylko dlatego, że początki są zawsze trudne i męczące. Już trzy tygodnie jak otworzyłyśmy jadalnię i garstka dzieci przychodzi od poniedziałku do piątku jeść obiad.

Do 10 stycznia chodziłam codziennie, poznawać nowe rodziny. Odwiedziłam ponad 150 rodzin z czego zaprosiłam 60 dzieci, moim zdaniem najbardziej potrzebujących. Wiele z nich musi przyjść z daleka i dlatego w deszczowe dni nie przychodzą. Staram się, aby jedzenie było bardziej zróżnicowane (a nie jak w domu: ryż i sucha ryba) i zawierało to, co jest najbardziej potrzebne do właściwego rozwoju: mięso, owoce i warzywa.

Dzieci przychodzą z przeróżnych rodzin, jedne nie mają mamy ponieważ je opuściła, inne taty, są też takie, które zostały porzucone przez obojga rodziców, wychowuje je babcia lub ciocia, jest też wiele sierot. Niestety problem porzucenia w Iquitos jest bardzo duży i bardzo mało dzieci żyje w pełnej rodzinie.

    Dla przychodzących dzieci kupiłam ostatnio kilka puzzli i gumę do skakania dla dziewczyn, co sprawiło im wiele radości.

/wszystkie zdjęcia zobaczysz jako pokaz slajdów klikając na ten obraz powyżej/

 

Dziękuję wszystkim za modlitwę i wsparcie.

Gabriela Filonowicz


Witam wszystkich bardzo serdecznie:

    Czas biegnie bardzo szybko, przynajmniej dla mnie, bo to już trzy miesiące jestem w Peru. Tu otrzymałam od biskupa zadanie zorganizowania i prowadzenia jadłodajni „comedor”. Miesiąc temu z listą dzieci w ręce wyruszyłam w drogę po okolicach parafii. Odwiedziłam miasteczka Puero Masusa oraz San Pedro i Pablo. Znalazłam w nich wiele dzieci pozostawionych bez opieki i kromki chleba na cały dzień.  Zaprosiłam je do naszej jadłodajni gdzie codziennie będą mogły zjeść ciepły posiłek, którego nie mają w domu. Przesyłam Wam zdjęcia z moich wypraw. To przykre w jakiej nędzy i głodzie żyją tam ludzie. Polecam ich Waszej modlitwie.

Zdjęcia w naszej Galerii

Gabriela Filonowicz


Drodzy Przyjaciele misji:

 

         Nasza znajoma misjonarka, Pani Gabrysia Filonowicz, po trzymiesięcznym pobycie w kraju znów wyruszyła na misje. Tym razem ośrodek misyjny skierował ją do Peru. Tam zamieszka w małej wiosce Iguitos, gdzie będzie prowadziła jadłodajnię dla najbiedniejszych dzieci. Zdjęcia z jej pierwszych dni w nowym miejscu można zobaczyć w naszej Galerii.

 


Spotkanie z misjonarką

            Niedawno gościliśmy w naszej szkole Panią misjonarkę Gabrielę Filonowicz, która przez ostatnie trzy lata pracowała w zaprzyjaźnionej z nami boliwijskiej wiosce Bulo – Bulo.

Pani Gabrysia opowiedziała nam jak wygląda życie Indian w Ameryce Południowej, a swoje opowieści wzbogacała rekwizytami przywiezionymi z tego kontynentu. Mogliśmy więc zobaczyć prawdziwe boliwijskie instrumenty: samfonie i czarango, przeróżne wyroby z drewna, naczynie do parzenia herbaty  czy chustę służącą do noszenia małych dzieci. Dowiedzieliliśmy się, że najpopularniejszym zwierzęciem w Boliwii jest lama. To z jej runa powstaje wełna z której Indianie szyją ciepłe czapki, rękawiczki, swetry. Jeden taki sweter mogliśmy nawet przymierzyć. Pani misjonarka opowiadała o typowych dla tamtego regionu świata roślinach i uprawach. W Boliwii rośnie mnóstwo owoców. Część z nich znajdziemy w Polsce na półkach sklepowych, wiele jednak nie znamy nawet z nazwy. Dowiedzieliśmy się, że banany, które jemy pochodzą właśnie stamtąd. Wiemy też, że w Boliwii znajdziemy wiele warzyw, np. ziemniaków, pomidorów, ale nigdy nie urośnie tam seler czy marchewka.

Poznaliśmy także problemy mieszkańców Bulo – Bulo. Wiemy, np., że posiłek dzieci składa się tam przede wszystkim z ryżu oraz odrobiny mięsa i warzyw. Ta dieta uboga w witaminy powoduje u wielu z nich anemię. Wiemy też, że dzieci tam nie mają tak łatwego dostępu do edukacji jak my. Zamiast uczyć się często muszą razem z rodzicami pracować w polu, by zapracować na swoje utrzymanie.

Wszystkich tych opowieści słuchaliśmy z wielkim zainteresowaniem. Ze wzruszeniem odebraliśmy podziękowania Pani misjonarki za pieniądze przekazane na naukę Soni, Marii i Vanessy. Dzięki nam Maria w tym roku zakończyła naukę w szkole średniej i wróciła do domu.

Przeżyte spotkanie na nowo rozpaliło w nas ducha służby potrzebującym. Pragniemy i w tym roku swoją modlitwą i pracą wspierać misje i misjonarzy.

Zdjęcia w naszej Galerii


Witam wszystkich bardzo serdecznie!

 

            Za nami najważniejsze święta naszej wiary – Wielkanoc. Triduum Paschalne i dzień zmartwychwstania Chrystusa są w naszym miasteczku obchodzone bardzo uroczyście. W Wielki Czwartek odbywa się Msza Wieczerzy Pańskiej, w Wielki Piątek ulicami wioski idzie Droga Krzyżowa, w sobotę adorujemy grób Jezusa, a w niedziele obwieszczamy całemu światu naszą radość ze zmartwychwstania. We wszystkich tych obchodach uczestniczy bardzo dużo ludzi, także dzieci. Oczywiście nie zabrakło w kościele i naszych małych mieszkańców internatu. Przesyłam Wam zdjęcia pokazujące w jaki sposób przeżywaliśmy święta w Bulo – Bulo.

 

Zaprzyjaźniona z naszą szkołą świecka misjonarka – Pani Gabriela Filonowicz

Zdjęcia można zobaczyć w naszej Galerii


 

Podziękowania z Boliwii

 


 

Kochani przyjaciele misji

   

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. U nas właśnie skończyły się wakacje. 10 lutego rozpoczęliśmy w Boliwii nowy rok szkolny. Z nowym rokiem przyjęliśmy gromadkę nowych dzieci. I tu zaczyna się ogromna praca: musimy nauczyć je pisać, czytać, liczyć. Praca to nie jest dla nas obciążeniem. Przeciwnie lubimy to co robimy i przynosi nam to wiele radości. Zajęć na co dzień nam nie brakuje a pomysły same spadają z nieba jak te ulewy, które teraz nawiedzają Boliwie. Ja w tym roku szkolnym prowadzę dodatkowo  katechezę dla dziewczyn z internatu i od przyszłego tygodnia rozpoczynam zajęcia z nauki szycia. Jednym słowem nasze życie zaczęło kręcić się pomiędzy: praniem, gotowanie, sprzątaniem i odrabiania zadania domowego. Wydaje się tak nie wiele... a dla nas to czasami aż za wiele. Za każdą modlitwę dziękuję i nadal o nią gorąco proszę.

Gabriela Filonowicz

PS. Przesyłam parę zdjęć z pierwszych dni życia internatu.

hiszpanski_w_piosence   lekcje_jezyka_z_piosenka liczydlo_poszlo_w_ruch    uczymy_sie_liczyc

uczymy_sie_pisac   


Coś dobrego i pysznego

   

Wszyscy mówią: Przez żołądek do serca, a ja wam mówię: Przez serce do żołądka. Tak, bo w naszej szkole kto ma wielkie serce wrażliwe na potrzeby innych, ten w każdy wtorek może kupić pyszne ciasto. Każdy kawałek ciasta, to złotówka przeznaczona na cele misyjne. Wśród nas ludzi z dobrym sercem nie brakuje. Dlatego w smakowitą akcję zaangażowani są wszyscy uczniowie, nauczyciele i oczywiście nasze mamy i babcie, które maja nie tylko wielkie serca, ale także wielki talent kulinarny, bo sprzedawane ciasta to ich dzieło.


Rok szkolny w Bulo – Bulo

Czas zabawy    I mamy czas na chór

 

        Powoli zbliżamy się już do wakacji, a u naszych przyjaciół z Bulo – Bulo mija dopiero pierwsze półrocze nauki. Tam, ze względu na klimat, rok szkolny trwa od lutego do listopada. Wiemy, bo dostaliśmy od Pani misjonarki Gabrysi list, w którym opisała szkolne życie w zaprzyjaźnionym z nami internacie. Oto co pisze:(…) W tym roku mieszka z nami 27 dziewczynek, które mają bardzo daleko do szkoły, nie maja mamusi lub ich rodzice nie mają pieniędzy, aby zapewnić im naukę. Wspólnie pomagamy dzieciom w odrabianiu lekcji i w nauce. Cieszymy się, gdy zaczynają płynniej czytać lub gdy nauczą się tabliczki mnożenia.

Nasze dziewczynki każdą wolną chwilę spędzają na boisku grając w piłkę nożną lub w zbijanego. Na obiad najbardziej lubią ciepły ryż, a na kolacje „Bunuelos” czyli typowy boliwijski przysmak, podobny trochę do polskich pączków.

Oprócz pomocy w nauce, staramy się dać trochę ciepła naszym dziewczynkom, bo w domu często tego nie mają. Przytulamy je i całujmy na dobranoc. Mamy nadzieję, że kiedy dorosną, będą przytulać i tak samo bardzo kochać swoje dzieci (…).

Na koniec listu Pani Gabrysia dziękuje za wszelką okazaną pomoc i nasze otwarte serca oraz wszystkich nas prosi o modlitwę w intencji misji i misjonarzy. A do listu dołączyła zdjęcia, które Wam prezentujemy.

I nie tylko kartki malujemy    Malujemy kartki świąteczne

Nasz czas wolny    Oh ta matematyka

Przepisy bezpieczeństwa też nas nie ominęły    U nas się nic nie marnuje


Prośba misjonarki

 

        Zaprzyjaźniona z naszą szkołą świecka misjonarka – Pani Gabriela Filonowicz obecnie przebywa na misjach w Boliwii w Ameryce Południowej. Tam, w miasteczku o nazwie Bulo - Bulo podjęła pracę szkole. Niedawno otrzymaliśmy od niej list. W nim opowiedziała nam jak wygląda jej obecne życie na misjach a także życie tamtejszych ludzi: ich praca, obowiązki, radości i problemy. Jednocześnie Pani Gabrysia zwróciła się do nas z prośbą o duchowe i materialne wspieranie misji.

Oto fragment jej listu: „(...) Dane mi jest pracować w tropiku tzw. Chapare. Miejsce to powstało ok. 20 lat temu i słynie z plantacji koki. Życie na wysokości 4000 metrów jest bardzo trudne, dlatego ludzie przenoszą się tutaj  z całymi rodzinami w poszukiwaniu pożywienia. Niestety tylko w poszukiwaniu pożywienie, bo o lepsze jutro trudno jest im zadbać. Sami nigdy nie wyedukowani nie potrafią zadbać o edukacje swoich dzieci. Dzieci tutaj mają bardzo daleko do szkoły, niektóre mieszkają głęboko w puszczy i nie mogą codziennie chodzić do szkoły. Dlatego w tym roku zaprosiliśmy ich do zamieszkania w internacie. Dzięki temu mają blisko do szkoły, a w co drugą sobotę i niedzielę wracają do domu, aby pomóc swoim rodzicom w polu. Nie mają łatwego dzieciństwa. Same muszą zarobić na swoje utrzymanie ponieważ rodziny są tutaj bardzo liczne. Pobyt w internacie niestety niesie ze sobą koszty. W związku z tym jesteśmy zmuszeni do szukania pomocy na zewnątrz i dlatego zwracamy się z prośbą czy i Wasza Szkoła nie zechciałaby wesprzeć naszego internatu i dziewczynek w nim mieszkających”.

 

W odpowiedzi na prośbę jej i jej podopiecznych członkowie Koła Misyjnego postanowili zaadoptować trójkę dzieci ze szkoły w Bulo – Bulo.

 

Przyjaciółki z Bulo – Bulo

 

Przedstawiamy trzy dziewczynki z Bulo – Bulo.

      

 

Rodziców tych dziewczynek nie stać na zapłacenie nauki w szkole, a one bardzo chciałyby się uczyć. Dlatego postanowiliśmy objąć je opieką i zobowiązaliśmy się do stałej pomocy w finansowaniu ich Edukacji: Vanessę swoją opieką objęła klasa VI, Marią zaopiekuje się klasa V, a Sonią klasa IV.  

W tym roku uczniowie tych klas przesłali do szkoły w Bulo – Bulo pieniądze zebrane w ubiegłym roku, aby choć w części sfinansować naukę dziewczynek. A od nowego roku znów bierzemy się do pracy byśmy i  w przyszłym roku mogli służyć pomocą naszym przyjaciółką z misji.

 

Miasteczka Bulo - Bulo


 

Położenie: Bulo – Bulo to miasteczko w Boliwii znajdujące się między dwoma dużymi miastami Cokabamba i Santa Cruz.

 

Historia miasteczka: Najpierw pojawili się na tych terenach ludzie zwani Yuracareses, którzy zajmowali się głównie rybołówstwem. To oni przemieszczając się wzdłuż rzeki Ichilo odkryli jedno z jej odgałęzień, które ze względu na specyficzny dźwięk wody w korycie nazwali Bulo Bulo.

 

Około roku 1960 nad brzegiem rzeki Bulo Bulo ludzie utworzyli osadę zajmującą 2 h. Ciągnęła się ona od rzeki po wzgórze San Salvador.

Z czasem też zbudowali oni prostą kaplicę, pokrytą palmami z wizerunkiem Marii Dziewicy „COTOCA”. Opiece Maryi z wiarą powierzali swe życie robotnicy, którzy narażeni byli na niebezpieczeństwo czyhające w dzikiej dżungli.

 Równolegle do tego czasu, w 1972 roku grupa ludności bez ziemi, na czele z MARKIEM ROMERO, nazywająca się Kooperatywą SAN JUAN, zaczęła poszukiwać miejsca – ziemi, gdzie mogłaby się osiedlić. W swoich poszukiwaniach trafili na tereny Bulo Bulo. Tereny te były dla nich wymarzonym snem.
Podzielono ziemię pomiędzy 34 członków grupy.
A miejsce nazwano San Juan de Bulo Bulo.
Uprawiano jukę, ryż, zbierając fundusze na zalegalizowanie podzielonych ziem.
Kooperatywa San Juan w latach 80-tych liczyła 18 rodzin z dziećmi w wieku szkolnym, razem 64 osoby.

Historia pierwszej szkoły w Bulo Bulo: Przyszedł czas pomyśleć o szkole. Ludność podzieliła się na grupy mające poszczególne zadania do wykonania. Jedni przygotowywali teren, gdzie miała rozpocząć się budowa, inni wycinali drzewa przygotowując materiał do budowlany. W końcu mury zaczęły się piąć. Pracowali jak jedna rodzina.

Od ludzi zajmujących się transportem Kooperativa San Juan otrzymała wsparcie finansowe. I tak mogli oni zakupić flagę do szkoły, kredę, tablicę i wyposażyć ją w potrzebne przybory, księgi i długopisy.
W końcu zebrano dzieci - 25 uczniów gotowych podjąć naukę.

Marcos Romero ruszył poza dom w poszukiwaniu pomocy dla szkoły. W Yapacani znalazł nauczyciela, któremu obiecał godną pensję i dach nad głową. Był nim JUAN VICTORIA.
Nie był to koniec problemów. Dzieci nie miały przyborów szkolnych, a rodzice funduszy, żeby je zakupić. Tym razem Marcos wyrusza w dłuższą trasę – Santa Cruz /200 km od BB/ - Cochabamba /500km/- Chimore/200 km/.
I to Chimore okazuje się dla niego szczęśliwym miejscem. Tamtejszy proboszcz ofiaruje dzieciom potrzebne przybory szkolne.
Marcos Romero pamięta dokładnie.
Wylicza: „Otrzymałem 25 zeszytów stukartkowych, 25 zeszytów większego formatu pięćdziesięciokartkowych, 25 ołówków, temperówek, pudełek z kolorowymi kredkami, linijki i gumki”.
Po powrocie czeka go jeszcze jedno zadanie - poszukiwanie książek. Te znajduje w Villatunarii /120km/ od jednego z profesorów tamtejszej szkoły.
 

Przyszedł czas by dać szkole nazwę. Na jednym ze spotkań rodzice zgłaszają swoje propozycje: San Marcos – proponuje jeden z ojców. Tytuł ten ma odnosić się do Marka Ewangelisty, ale także do tego żyjącego między nimi – Marka, który włożył kawałek serca w powstanie tej szkoły.
1 września 1983 roku szkoła zaczyna funkcjonować. Jeden nauczyciel z dwudziestoma pięcioma studentami zaczyna tworzyć i budować przyszłość miasta.

 

W 1985 roku wlano kamień węgielny pod nowe miasto Bulo Bulo.

 

Obecne życie w szkole w Bulo - Bulo

           


Modlitwa misyjna dzieci

 

        Panie Jezu,

        pragnę zostać pomocnikiem misjonarzy

        i nieść pomoc duchową i materialną

        dzieciom z krajów misyjnych:

        dzieciom, które Cię nie znają,

        dzieciom bezdomnym i opuszczonym,

        dzieciom cierpiącym głód

        i pozbawionym wszelkiej opieki lekarskiej.

        Ofiaruje Ci za nie

                                 codzienną modlitwę, pracę,

                                 naukę i dobre uczynki,

                                 a także ofiarę z drobnych wyrzeczeń

                                 - na chleb dla głodnych

                                 lekarstwa dla chorych,

                                 naukę i katechezę dla wszystkich,

                                 na wielką radość zjednoczenia z Tobą,

                                 Panie Jezu.


powrót