Wspominamy misje w Bulo-Bulo
Miasteczka Bulo - Bulo

Położenie: Bulo – Bulo to miasteczko w Boliwii znajdujące się między dwoma dużymi miastami Cokabamba i Santa Cruz.
Historia miasteczka: Najpierw pojawili się na tych terenach ludzie zwani Yuracareses, którzy zajmowali się głównie rybołówstwem. To oni przemieszczając się wzdłuż rzeki Ichilo odkryli jedno z jej odgałęzień, które ze względu na specyficzny dźwięk wody w korycie nazwali Bulo Bulo.
Około roku 1960 nad brzegiem rzeki Bulo Bulo ludzie utworzyli osadę zajmującą 2 h. Ciągnęła się ona od rzeki po wzgórze San Salvador.
Z czasem też zbudowali oni prostą kaplicę,
pokrytą palmami z wizerunkiem Marii Dziewicy „COTOCA”. Opiece Maryi z wiarą
powierzali swe życie robotnicy, którzy narażeni byli na niebezpieczeństwo
czyhające w dzikiej dżungli.

Równolegle do tego czasu, w 1972 roku grupa
ludności bez ziemi, na czele z MARKIEM ROMERO, nazywająca się Kooperatywą SAN
JUAN, zaczęła poszukiwać miejsca – ziemi, gdzie mogłaby się osiedlić. W swoich
poszukiwaniach trafili na tereny Bulo Bulo. Tereny te były dla nich wymarzonym
snem.
Podzielono ziemię pomiędzy 34 członków grupy. A miejsce
nazwano San Juan de Bulo Bulo.
Uprawiano jukę, ryż, zbierając fundusze na zalegalizowanie podzielonych ziem.
Kooperatywa San Juan w latach 80-tych liczyła 18 rodzin z dziećmi w wieku
szkolnym, razem 64 osoby.
Historia pierwszej szkoły w Bulo Bulo:
Przyszedł czas pomyśleć o szkole. Ludność podzieliła się na grupy mające
poszczególne zadania do wykonania. Jedni przygotowywali teren, gdzie miała
rozpocząć się budowa, inni wycinali drzewa przygotowując materiał do budowlany.
W końcu mury zaczęły się piąć. Pracowali jak jedna rodzina.
Od ludzi zajmujących się transportem
Kooperativa San Juan otrzymała wsparcie finansowe. I tak mogli oni zakupić flagę
do szkoły, kredę, tablicę i wyposażyć ją w potrzebne przybory, księgi i
długopisy.
W końcu zebrano dzieci - 25 uczniów gotowych podjąć naukę.
Marcos Romero ruszył poza dom w
poszukiwaniu pomocy dla szkoły. W Yapacani znalazł nauczyciela, któremu obiecał
godną pensję i dach nad głową. Był nim JUAN VICTORIA.
Nie był to koniec problemów. Dzieci nie miały przyborów szkolnych, a rodzice
funduszy, żeby je zakupić. Tym razem Marcos wyrusza w dłuższą trasę – Santa Cruz
/200 km od BB/ - Cochabamba /500km/- Chimore/200 km/.
I to Chimore okazuje się dla niego szczęśliwym miejscem. Tamtejszy proboszcz
ofiaruje dzieciom potrzebne przybory szkolne.
Marcos Romero pamięta dokładnie.
Wylicza: „Otrzymałem 25 zeszytów stukartkowych, 25 zeszytów większego formatu
pięćdziesięciokartkowych, 25 ołówków, temperówek, pudełek z kolorowymi kredkami,
linijki i gumki”.
Po powrocie czeka go jeszcze jedno zadanie - poszukiwanie książek. Te znajduje w
Villatunarii /120km/ od jednego z profesorów tamtejszej szkoły.
Przyszedł czas by dać szkole nazwę.
Na jednym ze spotkań rodzice zgłaszają swoje propozycje: San Marcos –
proponuje jeden z ojców. Tytuł ten ma odnosić się do Marka Ewangelisty, ale
także do tego żyjącego między nimi – Marka, który włożył kawałek serca w
powstanie tej szkoły.
1 września 1983 roku szkoła zaczyna funkcjonować. Jeden nauczyciel z
dwudziestoma pięcioma studentami zaczyna tworzyć i budować przyszłość miasta.
W 1985 roku wlano kamień węgielny pod nowe miasto Bulo Bulo.
Obecne życie w szkole w Bulo - Bulo

Prośba misjonarki
Zaprzyjaźniona z naszą szkołą świecka misjonarka – Pani Gabriela Filonowicz
obecnie przebywa na misjach w Boliwii w Ameryce Południowej. Tam, w miasteczku o
nazwie Bulo - Bulo podjęła pracę szkole. Niedawno otrzymaliśmy od niej list. W
nim opowiedziała nam jak wygląda jej obecne życie na misjach a także życie
tamtejszych ludzi: ich praca, obowiązki, radości i problemy. Jednocześnie Pani
Gabrysia zwróciła się do nas z prośbą o duchowe i materialne wspieranie misji.
Oto fragment jej listu: „(...) Dane mi jest pracować w tropiku tzw. Chapare. Miejsce to powstało ok. 20 lat temu i słynie z plantacji koki. Życie na wysokości 4000 metrów jest bardzo trudne, dlatego ludzie przenoszą się tutaj z całymi rodzinami w poszukiwaniu pożywienia. Niestety tylko w poszukiwaniu pożywienie, bo o lepsze jutro trudno jest im zadbać. Sami nigdy nie wyedukowani nie potrafią zadbać o edukacje swoich dzieci. Dzieci tutaj mają bardzo daleko do szkoły, niektóre mieszkają głęboko w puszczy i nie mogą codziennie chodzić do szkoły. Dlatego w tym roku zaprosiliśmy ich do zamieszkania w internacie. Dzięki temu mają blisko do szkoły, a w co drugą sobotę i niedzielę wracają do domu, aby pomóc swoim rodzicom w polu. Nie mają łatwego dzieciństwa. Same muszą zarobić na swoje utrzymanie ponieważ rodziny są tutaj bardzo liczne. Pobyt w internacie niestety niesie ze sobą koszty. W związku z tym jesteśmy zmuszeni do szukania pomocy na zewnątrz i dlatego zwracamy się z prośbą czy i Wasza Szkoła nie zechciałaby wesprzeć naszego internatu i dziewczynek w nim mieszkających”.
W odpowiedzi na prośbę jej i jej podopiecznych członkowie Koła Misyjnego postanowili zaadoptować trójkę dzieci ze szkoły w Bulo – Bulo.
Przyjaciółki z Bulo – Bulo
Przedstawiamy trzy dziewczynki z Bulo – Bulo.
Rodziców tych dziewczynek nie stać na zapłacenie nauki w szkole, a one bardzo chciałyby się uczyć. Dlatego postanowiliśmy objąć je opieką i zobowiązaliśmy się do stałej pomocy w finansowaniu ich Edukacji: Vanessę swoją opieką objęła klasa VI, Marią zaopiekuje się klasa V, a Sonią klasa IV.
W tym roku uczniowie tych klas przesłali do szkoły w Bulo – Bulo pieniądze zebrane w ubiegłym roku, aby choć w części sfinansować naukę dziewczynek. A od nowego roku znów bierzemy się do pracy byśmy i w przyszłym roku mogli służyć pomocą naszym przyjaciółką z misji.
Witam
wszystkich bardzo serdecznie!
Za nami najważniejsze święta naszej wiary – Wielkanoc. Triduum Paschalne i dzień zmartwychwstania Chrystusa są w naszym miasteczku obchodzone bardzo uroczyście. W Wielki Czwartek odbywa się Msza Wieczerzy Pańskiej, w Wielki Piątek ulicami wioski idzie Droga Krzyżowa, w sobotę adorujemy grób Jezusa, a w niedziele obwieszczamy całemu światu naszą radość ze zmartwychwstania. We wszystkich tych obchodach uczestniczy bardzo dużo ludzi, także dzieci. Oczywiście nie zabrakło w kościele i naszych małych mieszkańców internatu. Przesyłam Wam zdjęcia pokazujące w jaki sposób przeżywaliśmy święta w Bulo – Bulo.
Zaprzyjaźniona z naszą szkołą świecka misjonarka – Pani Gabriela Filonowicz
Zdjęcia można zobaczyć w naszej Galerii
Podziękowania z Boliwii

Kochani przyjaciele misji
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. U nas właśnie skończyły się wakacje. 10 lutego rozpoczęliśmy w Boliwii nowy rok szkolny. Z nowym rokiem przyjęliśmy gromadkę nowych dzieci. I tu zaczyna się ogromna praca: musimy nauczyć je pisać, czytać, liczyć. Praca to nie jest dla nas obciążeniem. Przeciwnie lubimy to co robimy i przynosi nam to wiele radości. Zajęć na co dzień nam nie brakuje a pomysły same spadają z nieba jak te ulewy, które teraz nawiedzają Boliwie. Ja w tym roku szkolnym prowadzę dodatkowo katechezę dla dziewczyn z internatu i od przyszłego tygodnia rozpoczynam zajęcia z nauki szycia. Jednym słowem nasze życie zaczęło kręcić się pomiędzy: praniem, gotowanie, sprzątaniem i odrabiania zadania domowego. Wydaje się tak nie wiele... a dla nas to czasami aż za wiele. Za każdą modlitwę dziękuję i nadal o nią gorąco proszę.
Gabriela Filonowicz
PS. Przesyłam parę zdjęć z pierwszych dni życia internatu.

Coś dobrego i pysznego
Wszyscy mówią: Przez żołądek do serca, a ja wam mówię: Przez serce do żołądka. Tak, bo w naszej szkole kto ma wielkie serce wrażliwe na potrzeby innych, ten w każdy wtorek może kupić pyszne ciasto. Każdy kawałek ciasta, to złotówka przeznaczona na cele misyjne. Wśród nas ludzi z dobrym sercem nie brakuje. Dlatego w smakowitą akcję zaangażowani są wszyscy uczniowie, nauczyciele i oczywiście nasze mamy i babcie, które maja nie tylko wielkie serca, ale także wielki talent kulinarny, bo sprzedawane ciasta to ich dzieło.
Rok szkolny w Bulo – Bulo

Powoli zbliżamy się już do wakacji, a u naszych przyjaciół z Bulo – Bulo mija dopiero pierwsze półrocze nauki. Tam, ze względu na klimat, rok szkolny trwa od lutego do listopada. Wiemy, bo dostaliśmy od Pani misjonarki Gabrysi list, w którym opisała szkolne życie w zaprzyjaźnionym z nami internacie. Oto co pisze:(…) W tym roku mieszka z nami 27 dziewczynek, które mają bardzo daleko do szkoły, nie maja mamusi lub ich rodzice nie mają pieniędzy, aby zapewnić im naukę. Wspólnie pomagamy dzieciom w odrabianiu lekcji i w nauce. Cieszymy się, gdy zaczynają płynniej czytać lub gdy nauczą się tabliczki mnożenia.
Nasze dziewczynki każdą wolną chwilę spędzają na boisku grając w piłkę nożną lub w zbijanego. Na obiad najbardziej lubią ciepły ryż, a na kolacje „Bunuelos” czyli typowy boliwijski przysmak, podobny trochę do polskich pączków.
Oprócz pomocy w nauce, staramy się dać trochę ciepła naszym dziewczynkom, bo w domu często tego nie mają. Przytulamy je i całujmy na dobranoc. Mamy nadzieję, że kiedy dorosną, będą przytulać i tak samo bardzo kochać swoje dzieci (…).
Na koniec listu Pani Gabrysia dziękuje za wszelką okazaną pomoc i nasze otwarte serca oraz wszystkich nas prosi o modlitwę w intencji misji i misjonarzy. A do listu dołączyła zdjęcia, które Wam prezentujemy.


